-

Zbigwie

Sobieski, Wysocki i ja

Kiedyś, po miesięcznym, pobycie nad morzem Czarnym w słonecznej Kolchidzie i różnych spotkaniach z dziewczynami z mojego ulubionego miasta – Sankt Peterburga, przebywającymi tam na wakacjach, musiałem powrócić do siebie. Miałem wykupiony bilet na statek. Zaokrętowałem się w gruzińskim Suchumi jako pasażer i popłynąłem do Odessy.

Bilet miałem najtańszy i jakąś niezbyt dużą torbę z różnymi rzeczami osobistymi. Po okazaniu biletu wpuścili mnie na pokład i tyle. Statek zatrzymał się w Soczi i nawet dość długo stał na nabrzeżu - ktoś wsiadał, ktoś wysiadał. W nocy spałem gdzieś w dogodnym miejscu na pokładzie. Następnego dnia dostrzegłem ze statku dobrze widoczny port w Noworossijsku. Statek zatrzymał się na dłuższy postój w Jałcie.

zW Jałcie. Autor pierwszy z prawej.

Pamiętam nawet, że w Jałcie wysiadałem i na zwiedzanie miasta się wypuściłem, bo statek stał tam chyba ponad dwie godziny. No i potem pod "Jaskółczym gniazdem" popłynąłem do Odessy.

z Jaskółcze Gniazdo.

W Odessie zatrzymałem się gdzieś tam, aby coś pozwiedzać. Następnego dnia zauważyłem, że mam zbyt mało rubli. Zmartwiłem się – Odessa bardzo mi się spodobała i chciałem pozostać tam jeszcze kilka dni. Mój kolega Rosjanin Staś Madjanow - pochodzący z Komi SSR (polskie imię na cześć sąsiada Polaka z Komi, przyjaciela rodziny Stasia. Zresztą Polaków było w Komi sporo – tak mówił) - przejrzał moją torbę i wybrał kilka par zupełnie nowych skarpetek.

– Zabieram ci te skarpetki. Pójdziesz ze mną na barachołkę.

Miałem zawsze duży zapas nowych skarpetek z sobą. W tych czasach barachołka w Odessie to był folklor! Tłumy ludzi, kupujących i sprzedających wszelakie towary przemysłowe, których wówczas nie można było kupic w żadnym sklepie. Staś sprzedał skarpetki migiem, a ja dostałem sporą sumkę - banknot dwudziestopięciorublowy! Mogłem jeszcze kilka dni pozostać w Odessie i pozwiedzać co nieco oraz wybrać się któregoś dnia nawet na plażę.

Byłem wtedy pierwszy raz w Odessie. Plaża była dzika i piękna, i nie było jeszcze wtedy zagospodarowanej plaży, która nosi aktualnie nazwę „Arkadia” i latem tętni życiem przez 24 godziny na dobę. Ulica Dieriebassowska nie była też taka piękna jak teraz i nie można było posiedzieć sobie na jedynym z dwunastu krzeseł poszukiwanych przez sławnego odesskiego kanciarza i oszusta Ostapa Bendera. Dopiero wiele lat później tam siadywałem często podczas każdego pobytu w Odessie. Gdy pierwszy raz tam się pojawiłem, Odessa chyba była bardziej podobna do tej opisywanej przez Ilję Ilfa i Eugeniusza Pietrowa w "Dwunastu krzesłach" i "Złotym cielcu". Oczywiście widziałem schody potiomkinowskie na filmie Eisensteina. Byłem srodze zawiedziony, gdy je ujrzałem. Schody w naturze okazały się jakimiś maleńkimi, a na filmie wyglądały kolosalnie.

Pieniądze na bilet kolejowy miałem odłożone z pewnym zapasem. I bilet na trasę Odessa - Sankt Peterburg - oczywiście z przedziałami (tzw. купированный) kupiłem bez problemu. Wsiadłem do swojego przedziału i nic. Długo nikogo nie ma! Sam bedę jechał w przedziale! - pomyślałem. Aż tu nagle przed odjazdem pociągu pojawia się... dziewczyna! Piękna, niebieskooka, młoda blondynka – szczupła i zgrabna, niezbyt wysoka.

Po jakimś czasie zacząłem z nią rozmawiać. Mimo wszystko po dłuższej rozmowie zaczęła wyczuwać, że chyb nie jestem Rosjaninem – myślała, że jestem Litwinem, albo Łotyszem. Dziewczyna była zachwycona, że może porozmawiać z młodym Polakiem, który mówi biegle po rosyjsku.
Ja nie byłem zdziwiony, że przedziały są damsko-męskie. Po kraju Sowietów podróżowałem już wiele razy. Postanowiłem zamówić dwie herbaty u konduktora - „przewodnika” mojego wagonu. Konduktorem wagonu też była blondynka i chyba nawet jeszcze ładniejsza od mojej sąsiadki z przedziału. Pijąc z nią „czaj”, dowiedziałem się, że dziewczyna jest kołchoźnicą jakieś tam 400 km od Odessy. Miałem miejscówkę na miejsce do spania w przedziale czteroosobowym na dole. Dziewczyna położyła się na noc jednak też na dole, więc ja zająłem miejsce po przeciwnej stronie na górze. Jeszcze kilka chwil rozmawialiśmy i zasnęliśmy. Gdy rano obudziłem się, już jej nie było. W przedziale byłem sam.

Poszedłem zamówić czaj, ale czaju już nie było. Był tylko wrzątek - „kipiatok”. Zacząłem więc mile rozmawiać z przewodniczką wagonu i po chwili znalazła się ostatnia paczka czaju, gdzieś schowanego zapewne dla mnie. Konduktorka nasypała herbaty do wrzątku i miałem już mocny czaj. Oczywiście, chciałem z nią porozmawiać. Okazało się, dziewczyna była studentką i pracowała tylko w okresie wakacyjnym jako przewodnik wagonu. Jeszcze chyba ze dwa razy chodziłem porozmawiać z nią i wypić czaj. Niestety, podróż się skończyła, pociąg dojechał do Sankt Peterburga, zwanego wówczas Leningradem, a pierwotnie „Piterburgiem”. Pieniędzy starczyło mi nawet na taksówkę do siebie na Średni prospekt na Wasilewskiej wyspie. Długo potem wspominałem nie moją sąsiadkę z przedziału, a tę piękną, inteligentną studentkę medycyny - przewodniczkę wagonu.

A gdzie tu Wysocki, lub Sobieski? - zapytacie. O Wysockim i Sobieskim też będzie. Wracamy do mojej morskiej podróży.

Statek, którym płynąłem z Suchumi do Odessy nazywał się „Gruzja”. Był to piękny statek i bardzo mi się podobał. Był na nim nawet basen! Płynąc z Suchumi do Odessy musiałem na tym statku spędzić noc. Miałem najtańszy bilet. Na podstawie takiego biletu wpuszczano pasażera tylko na pokład. Po odpłynięciu z Soczi, gdy zapadać zaczął mrok, poszukałem sobie miejsca do spania. Choć na początku sierpnia było bardzo ciepło, to w nocy czuło się na morzu wiatr. Najpierw wybrałem sobie miejsce pod jakąś szalupą, ale po chwili przeniosłem się za ścianę jakiejś przybudówki, gdzie nie było wiatru. Układając się do snu na pokładzie i podkładając sobie torbę pod głowę zauważyłem nagle coś błyszczącego. Na ścianie przybudówki była zamocowana mosiężna tabliczka, a na niej jakiś napis. Gdy zacząłem go odczytywać, ogarnęło mnie zdumienie. Napis na mosiężnej tabliczce był po polsku.

- Co tam było napisane? Jesteście zaciekawieni? – Nie powiem wam na razie wszystkiego, Na tabliczce "jak byk" było napisane, że statek ten był zbudowany w Newcastle w Anglii w 1937 roku.

Teraz będzie o Wysockim.

http://v-vysotsky.com/statji/2004/Vysotsky_v_Zakavkazje/1979_0905.jpg

Gdy ktoś Włodzimierza Wysockiego pytał „Gdzie ty bywałeś?”, otrzymawał następującą odpowiedź:

Ja bywałem wszędzie. Magadan, Daleki Wschód, Zakarpacie, Czop, Polska, Azja Środkowa…

Wysocki był także na Zakaukaziu. Odwiedził wszystkie trzy republiki zakaukaskie: Azerbejdżan, Armenię i Gruzję. W Gruzji, poczynając od 1966 roku był Wysocki więcej razy niż ja. Ja byłem tam pięć razy, a Wysocki przynajmniej dziesięć razy. Przecież on uwielbiał Gruzję.

Bywał w wielu miejscowościach nad morzem Czarnym: Gagra, Chosta, Macesta, Picunda i wiele innych. Ja zresztą też tam bywałem.

W sierpniu 1973 roku Wysocki odpoczywał w Picundzie. Pewnego dnia, pogoda była taka nieokreślona – to padał deszcz i od czasu do czasu pojawiało się słońce, nie można było się kąpać, bo na morzu sztorm. Potem deszcz ustał i wszyscy poszli na brzeg popatrzeć na wzburzone morze. Następnego dnia morze było ciche i spokojne. Wysocki na śniadaniu oznajmił znajomym:

„Napisałem piosenkę – o sztormie”. I przeczytał tekst. Porównywał tam fale do szyj koni i potem mówił o sobie: „Ja też głowę złamię”.

https://www.youtube.com/watch?v=V-_hLbEJfRs

Wysocki odwiedził także inne znane gruzińskie miasto – Borżomi. Słynna gruzinska, wspaniała woda mineralna stamtąd pochodzi. Prezydent Gruzji, Saakaszwili urodzony w 1967 r opowiadał w rozmowie dziennikarzom rosyjskiej TV jak to kiedyś, gdy miał 7 lat, jego wujek zaprosił Wysockiego do siebie. Był późny wieczór i jemu jako małemu jeszcze chłopcu przykazano pójść spać. On jednak nie usnął – całą noc słuchał jak śpiewał Wysocki.

Włodzimierz Wysocki bywał i w gruzińskim porcie Suchumi. Tam często nie mógł dostać miejsca w restauracji. Chociaż stoły były puste i nakryte, to były zawsze zajęte – czekały na przyjęcia jakichś tam oficjalnych delegacji. Wtedy to w 1966 roku urodziły się te linijki wiersza „Kolejka” .

A ludzie mimo to szeptali i szeptali

bo ludzie sprawiedliwości tylko chcą:

- myśmy w kolejce pierwsi stali

a ci co tyłu byli już przed nami są

Im wyjaśnili szybko zacni kierownicy

gościnność gdzie; dziś w całym mieście

poza kolejką obsługiwani są zagranicznicy

a wy proszę jak kogo kurde kim jesteście

A ludzie mimo to szeptali i szeptali

bo ludzie sprawiedliwości tylko chcą:

- myśmy w kolejce z dawien dawna stali

a ci co z tyłu byli już przed nami są

Teraz tłumaczył im szef administracji

mamy zjazd partii zatem w całym mieście

obsługiwani poza kolejnością są delegaci

a wy proszę ja kogo kurde kim jesteście

Lecz ludzie mimo to szeptali i szeptali

bo ludzie sprawiedliwości tylko chcą:

- myśmy w kolejce pierwsi tutaj stali

a ci co z tyłu byli już przed nami są.

https://www.youtube.com/watch?v=hwuORukTdsM

W grudniu 1970 roku Wysocki również był w Gruzji. Była to swoista podróż poślubna na uroczystości weselne. Ślub Wysockiego z Mariną Katarzyną de Poliakoff-Baidaroff - znaną jako Marina Vlady – odbył się 1 grudnia. Wesele miały się odbyć w Moskwie. I odbyły się bardzo skromne uroczystości w jednopokojowym mieszkaniu Mariny na ul. Kotelniczeskiej. Wypito kilka butelek szampana, a Wołodia grał i śpiewał na gitarze. Skromne i mało radosne były te uroczystości, więc jeden z przyjaciół Wysockiego zaproponował: - Polecimy do Tbilisi! - Tam się zabawimy!

Propozycja została przyjęta z ogromnym entuzjazmem. Całe towarzystwo poleciało do Tbilisi.

I odbyło się tam wspaniałe wesele! Od popołudnia do szóstej rano wszyscy znakomicie się bawili! Piosenki śpiewali, na butelkach tańczyli, wszyscy się weselili. Zdarzył się tam jednak pewien incydent. Marina przypadkowo uderzyła nogą w blat stołu i ten ogromny weselny stół dębowy, zastawiony potrawami, butelkami złożył się na pół i… wszystko runęło. A jak wygląda autentyczny stół z potrawami na początku biesiady w Tbilisi można zobaczyć na zdjęciu poniżej (niestety, bez Wysockiego i Mariny).

zPrzyjęcie w Tbilisi. Autor pierwszy z lewej.

To jest stół tuż po rozpoczęciu biesiady - z czasem potraw przybywa i ustawia się talerze z potrawami na talerzach z innymi przekąskami, bo to wszystko czym goszczą Gruzini swoich gości nigdy w jednej warstwie nie zmieści się na stole. Praktycznie, na każdym przyjęciu pojawiają się zawsze dwie warstwy talerzy. Bywałem wiele razy w Gruzji i tam stałem się w końcu – jak przystało Gruzinowi - specjalistą od wznoszenia długich toastów przy użyciu specjalnych, ogromnych  kieliszków do wina, a nawet byłem tam kiedyś tamadą!

Tu jeszcze jedno zdjęcie na przyjęciu w Tbilisi, w domu pewnego wiceministra obejmuję jego piękną żonę:

z

Wróćmy jednak do opowieści o Wysockim i Marinie.

Marina spowodowała katastrofę, stół się złożył i wszystko posypało się na podłogę. Na Kaukazie jest to znak szczególny. Jeśli na weselu sufit lub stół się zacznie rozsypywać, oznacza to, że u państwa młodych życie nie ułoży się dobrze. Gruzini dobrze to wiedzą, ale wszyscy udawali, że nic się nie stało i weselna zabawa dalej trwała w najlepsze. Lecz był to zły znak!

Wysocki bardzo lubił wyprawy morskie. Pływał po morzu Śródziemnym, ale najbardziej lubił wyprawy statkami po morzu Czarnym. Jego ulubione statki nosiły nazwy „Szota Rustaweli”, „Adżaria” i „Gruzja”.

zStatek „Gruzja”. Pływał na nim Wysocki z Mariną, pływałem i ja.

Na Gruzji pływał ze swoją żoną Mariną, która też bardzo polubiła Gruzję. Marinie najbardziej podobał się statek „Gruzja”. Wysocki zwykł był zawsze dawać koncerty dla załogi na prośbę kapitana statku o nazwisku A. Garagulja. Koncertom przysłuchiwali się również pasażerowie. Niestety nie trafiłem na rejs „Gruzją” w jednakowym czasie, razem z Włodzimierzem Wysockim.

Marina zawsze zachwycała się basenem na „Gruzji” i uważała, że pływa na najbardziej luksusowym statku na morzu Czarnym. Zachwycało ją też piękno tego statku i tym statkiem lubiła pływać przede wszystkim. Była przekonana, jak jej powiedziano, że „Gruzja” to wojenna zdobycz, że to niemiecki statek.

zWysocki z Mariną Vlady na pokładzie „Gruzji”. W tle Picunda. KLIKNIJ!

Ostatni raz w Gruzji Wysocki był w 1979 roku. I dał tam wiele koncertów zarówno z zespołem teatru „Na Tagance”, jak i indywidualnie. Niezależnie od udziału w spektaklach, Wysocki uczestniczył w koncertach solo. Na przykład dwa takie solowe koncerty odbyły się również w Tbiliskim Naukowo Badawczym Instytucie Mikroelektroniki „Mion” (НИИ МИОН). I te oba koncerty odbywały się tego samego dnia dla różnych grup pracowników.

Wysocki żył bardzo szybko. Szybko pracował, szybko jadł, szybko chodził, szaleńczo szybko jeździł samochodem. Nie znosił pociągów – wszędzie latał samolotami, bowiem tylko wtedy czuł, że nie traci czasu. Wiele osób nie nadążało za jego tempem, stąd mnóstwo w jego życiu było nietrwałych przyjaźni i aż trzy małżeństwa. Wysocki nigdy nie dbał o swój wygląd, jego żona Marina Vlady powtarzała, że wygląda niedbale, jednak jemu naprawdę nie zależało na modnych ubraniach. Chciał wyglądać autentycznie,

Intensywny tryb życia, ciągłe podróże, alkohol, papierosy i narkotyki wykończyły Mistrza w błyskawicznym tempie. Zmarł 25 czerwca 1980 roku, w wieku 42 lat. Jego śmierć okryła kraj ogromną żałobą - w ostatniej drodze żegnało go ponad dziewięćset tysięcy fanów. Do dziś obok jego grobu na Cmentarzu Wagańkowskim w Moskwie, codziennie składane są świeże kwiaty, palą się znicze.

W piosenkach Włodzimierza Wysockiego pozostało bicie jego serce, dramatyzm - nawet czytając teksty podświadomie słyszy się jego zachrypnięty głos, który zawsze będzie brzmiał w sercach milionów fanów rozsianych po całym świecie.

Na 70-lecie Włodzimierza Wysockiego w Gruzji wypuszczono płytę „Ja kocham – i, znaczy, ja żyję”. Płyta zawierała trzynaście piosenek Wysockiego w wykonaniu gwiazd gruzińskiej estrady. Ukazało się tam również z tej okazji w rocznicowym 2008 roku mnóstwo artykułów o słynnym rosyjskim poecie. W Gruzji Wysockiego lubią tak samo jak w Polsce i jego ojczyźnie - Rosji.

A Marina Vlady? Napisała książkę „Wysocki, czyli przerwany lot”. Przeżyli razem 12 lat, ich miłość przeszła do legendy wieku, uwznioślonej przez przedwczesną śmierć barda. Uwielbiany za życia, po śmierci uznany za sumienie narodu, dziś jeszcze sławny i pamiętany, pojawił się na scenie Bouffes du Nord w przeddzień swego jubileuszu - 25 stycznia 2008 skończyłby 70 lat. Tam Marina Vlady, jego równolatka i żona śpiewała w eleganckiej, jedwabnej kreacji do pięt, mając szal-pajęczynę, łezki czarnych pereł w uszach, rozsypane włosy:

"Wzdłuż urwiska, nad otchłanią, nad bezdenną, pędzą konie,
A ja batem je poganiam, ku nieznanej gonię stronie,
Mgłę i wicher chciwie chłonę, chwytam oddech półprzytomnie,
Zgubny zachwyt mnie ogarnia, że już koniec, że już po mnie!"

Marina śpiewała tę piosenkę lirycznym sopranem, nie siląc się - i słusznie - na naśladowanie chrypki Wysockiego. Chwilami głos jej się łamie, jakby nie mogła opanować wzruszenia.

Zapytana przez polskiego dziennikarza (w tym samym czasie – przed rocznicą) o powrót na scenę odpowiada:

- Powróciłam po pięciu latach. Ostatnią moją rolą była Raniewska w "Wiśniowym sadzie" Czechowa w Teatrze Espace Pierre Cardin. Potem mój mąż Leon Schwartzenberg zachorował na raka. Dzielnie walczył, niestety, przegrał. Po jego śmierci nie chciałam żyć, nie tylko występować.

Pokaże pani ten spektakl w Rosji?

- Nigdy w życiu! Rosyjska prasa mnie nienawidzi. Nigdzie nie wylano na mnie tyle brudu, co w Rosji. Przekazałam do archiwum literackiego w Moskwie kilka tysięcy listów i telegramów, jakie napisał do mnie Wysocki. Nie doczekałam się w prasie dobrego słowa, drukują złośliwości i plotki.

A gdyby dostała pani zaproszenie na występy do Polski?

- Nie planuję tournée. Spektakl nie jest projektem komercyjnym. W Bouffes du Nord wspólnie z Wołodią, siedząc na wielkich poduszkach, oglądaliśmy "Tymona Ateńczyka". A po spektaklu na prośbę Petera Brooka (dyrektor teatru) Wołodia śpiewał dla jego aktorów i był wspaniale przyjęty. Na scenie Bouffes du Nord zagrałam Gertrudę, matkę Hamleta. Tylko tu, w tym teatrze, mogę wyrazić swoje intymne przeżycia.

- O Wysockim już jest! – zauważyliście, szanowni czytelnicy. O Marinie Vlady nawet też. A o Sobieskim?

Nie będzie to jednak o Janie III Sobieskim, królu Rzeczpospolitej pochodzącym ze znanego rodu Sobieskich z Sobieszewa pod dowództwem którego 12 września 1683 roku wojska polsko-austriacko-niemieckie rozgromiły w bitwie pod Wiedniem armię Imperium osmańskiego pod wodzą wezyra Kara Mustafy.

Wracamy do mojej podróży na statku „Gruzja”. Na zauważonej przeze mnie błyszczącej, mosiężnej tabliczce odczytałem następujący oryginalny napis:

M/S Sobieski

Swan Hunter & Wigham Richardson Shipyard, Newcastle

Anglia 1937

Gdyby nie ta jakimś cudem zachowana tabliczka, nigdy nie napisałbym tego artykułu. Skądże miałbym wiedzieć, że płynąłem polskim statkiem M/S "Sobieski"?

Gdynia była przed rozpoczęciem II wojny światowej portem macierzystym rozmaitych jednostek pasażerskich. Nie tylko Batory, Piłsudski, Chrobry - to także Pułaski, Sobieski i Kościuszko. Zazwyczaj nie pamiętamy o tych ostatnich. Pierwszymi „klejnotami” polskiej żeglugi pasażerskiej były statki zakupione w Danii: S/S Polonia, S/S Pułaski i S/S Kościuszko.

Potem pojawiły się M/S Piłsudski i M/S Batory. W związku z z koniecznością zastąpienia starzejącego się S/S Kościuszki i S/S Pułaskiego na lini południowoamerykańskiej, rząd Polski zamówił w angielskiej stoczni w Newcastle dwa statki.

I jednym z nich był M/S Sobieski.

http://4.bp.blogspot.com/-xF0Wac-xVNY/TnUEI4tx72I/AAAAAAAAHiU/MSWOy0jB4zk/s1600/Sobieski1.jpg

z"Sobieski "(później ''Gruzja'')

* Miejsce i rok budowy: 1937, Swan Hunter & Wigham Richardson Shipyard, Newcastle, Anglia.

* Armator: Gdynia-Ameryka Linie Żeglugowe SA, Gdynia America Line (GAL),

* Port macierzysty: Gdynia.

* 1938 r. – M/S Sobieski przybywa do portów Ameryki Południowej.

https://www.youtube.com/watch?v=T94P4GT1hQQ

* Podczas II wojny światowej przebudowany na transportowiec wojska.

Alianci na pokładzie ms Sobieski.Allied soldiers and seamen aboard MS Sobieski - Polish luxury transatlantic iner turned troop carrier.North Sea, early June 1940.

* Po wojnie (1946-50), pływał pod polską banderą na trasie Genua – Nowy Jork.

* W 1950 roku zniknął i nikt wiele lat o nim nic nie słyszał, ani nic nie wiedział - został przekazany lub podobno „sprzedany” ZSRR i nazwę zmieniono na M/S Gruzja. Macierzysty port Odessa.

* Złomowanie jako „Gruzja”– kwiecień 1975, włoska stocznia w La Spezia. Jednocześnie pojawił się na trasie Odessa – Batumi zupełnie inny nowy statek pod tą samą nazwą „Gruzja”.

Tyle o „Sobieskim”.

- Piękny był to statek. - Prawda?

Sądzę, że zapowiedź przedstawiona w tytule notki została spełniona. O Wysockim i nawet o sobie coś napisałem. Całość spina i łączy piękny statek pasażerski, czyli M/S Sobieski.

Ciekaw jestem, czy ktoś z was, drodzy czytelnicy, płynął tym statkiem?



tagi: m/s sobieski  gruzja  wysocki 

Zbigwie
17 listopada 2017 21:01
39     1254    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @Zbigwie
17 listopada 2017 21:34

Piękne wspomnienia:)

.

Wiem co to barachołka:)

Mój ojciec opowiadał o barachołce w Barnaule chyba... Potem słowo weszło do mojego języka:)

.

 

zaloguj się by móc komentować


MarekBielany @Zbigwie
17 listopada 2017 22:02

... płynął tym statkiem?   No jasne ! Przed chwilą !

Skoro mosiężna błyszczała, to chyba ktoś o nią dbał ?

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @MarekBielany 17 listopada 2017 22:02
17 listopada 2017 22:24

"Sprzątacze" o wszystko dbali, ale potrafili przeczytać i zromuzumieć to co napisane tylko cyrylicą.

zaloguj się by móc komentować

Trzy-Krainy @Zbigwie
17 listopada 2017 22:28

Dziękuję za tekst. Po parunastu latach na Łotwie, to takie już trochę swojskie.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Zbigwie 17 listopada 2017 21:41
17 listopada 2017 22:59

"Tamada Kindzmarauli"?

 

PS

tamada to gruziński mistrz ceremonii weselnej

 

PS 2

W ekspresie Moskwa - Petersburg pasażer pyta konduktora:

- Есть ли ы вас кипяток?

I słyszy w odpowiedzi:

-  Есть, или холодный.

zaloguj się by móc komentować


Zbigwie @stanislaw-orda 17 listopada 2017 22:59
17 listopada 2017 23:04

1. To nie jest właściwa i pełna odpowiedź. 

2. Dobre!

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Zbigwie
17 listopada 2017 23:09

кипяток?   Czy był za darmo ?  nawet холодный.

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @stanislaw-orda 17 listopada 2017 22:59
17 listopada 2017 23:09

PS: Na weselu w Gruzji nigdy nie byłem. 

Byłem tylko na chrzcinach. 

Tamadą byłem na przyjęciu Kachetii, gdy gospodarze stwierdzili, ze jestem dobry we wznoszeniu długich toastów i uczynili mnie tamadą.

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @Zbigwie 17 listopada 2017 23:09
17 listopada 2017 23:12

W Kachetii - gdzieś blisko Kaukazu  gospodarz miał winnice.

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @MarekBielany 17 listopada 2017 23:09
17 listopada 2017 23:17

Kипяток zawsze i wszędzie jest za darmo. 

Problem polega na tym, że jeśli холодный to już nie jest кипяток.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Zbigwie 17 listopada 2017 23:17
17 listopada 2017 23:26

zawsze i wszędzie. Chyba, że go nie ma. A jak mocno schłodzony to ...  :)

Dziękuję za piękny opis.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Zbigwie 17 listopada 2017 23:17
18 listopada 2017 00:11

nie tak szybko, bo kipiatok ma dwa znaczenia:

1/ wrzątek

2/ przegotowana woda

A ten drugi rodzaj może występować w wersji  chłodnej.

 

PS

Na czym polegała  niewłaściwość mojej odpowiedzi odnośnie określenia "tamada"?

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @MarekBielany 17 listopada 2017 23:26
18 listopada 2017 00:54

Pan Stanisław podgrzewa, ale ja miałem tylko - niespodziewany - kłopot (1978) trochę na południe od Tatr.

zaloguj się by móc komentować

tadman @Zbigwie
18 listopada 2017 05:15

A propos Rosji i informacyjnej roli tabliczek.

Wiele lat temu kolega jechał zimą do Nowosybirska w ramach wymiany między PANem a rosyjskim odpowiednikiem. Wsiadł w Moskwie do pociągu sypialnego i ruszył naszykowaną pościel. Z koców posypał się kurz, więc wyszedł na korytarz aby wytrzepać koce przez okno. Złapał za rączkę, ale okno nie ustąpiło. Odłożył koce i już obiema rękami zaczął mocować się z oknem. Jego zabiegi z wyraźnym rozbawieniem obserwowała dziewczyna z sąsiedniego przedziału. Podrażniony w swej męskiej dumie powiesił się wprost na uchwycia, a okno ani drgnęło. Obserwująca zaniosła się śmiechem i nie mogąc wydusić z siebie ni słowa podeszła do kolegi i paznokciem postukała w tabliczkę. Koledze zrobiło się głupio, bo na tabliczce było napisane: Окно закрыто зимой.

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @Maryla-Sztajer 17 listopada 2017 21:34
18 listopada 2017 06:57

Czasami słychać: to barachło !

 

zaloguj się by móc komentować


Zbigwie @stanislaw-orda 18 listopada 2017 00:11
18 listopada 2017 12:54

1. Spokojnie, w potocznym i praktycznym znaczeniu кипяток to кипящая или ТОЛьКО ЧТО вскипевшая вода. Nigdy nie słyszałem w Rosji słów холодный кипяток. Słowa ТОЛьКО ЧТО mogą obejmowac pewien czas po zagotowaniu wody.

 

2. TAMADA jest w użyciu w Gruzji i spotkałem się z tym słowem wielokrotnie i zawsze było ono rozumiane jako mistrz biesiady, mistrz przyjęcia, mistrz uczty, czy innej ceremonii, zarzadzajacy toastami i przemowieniami. Tamadą najczesciej bywa gospodarz przyjęcia, lecz może to zlecić np. poważanemu swojemu gościowi. Tamada wznosi toasty (zwykle b. długie) korzystając ze specjalnego kieliszka napełnionego winem. Na taki toast odpowiada ten do kogo odnosił się toast (też długi bo powinien świadczyć o szcunku do tego, o kim mówi toast) korzystając z bliźniaczego, dużego kielicha napełnionego winem. Praktycznie większość Gruzinow posiada beczułki własnego wina na takie biesiady. Często jest to świetne młode wino.  Opisałem Ci znaczenie słowa tamada na podstawie moich autentycznych obserwacji.

zaloguj się by móc komentować

Rozalia @Maryla-Sztajer 17 listopada 2017 21:34
18 listopada 2017 17:07

Marylko, przez  Zbiga miałam dziś wycięte kilka godzin z zyciorysu. A wszystko dlatego,  że chciałam zacytować fragment listu mojego ojca z Soczi. Fragment w pewnym sensie dotyczący baracholki. Akurat tego listu nie znalazłam.  Wcięło go, ale się urobiłam przy szukaniu. 

... no dobra. Przyznam się, trochę się też powzruszalam i pośmiałam. Nawet zrodził mi się pewien pomysł. Ale niech się ucukruje. Może jest bez sensu. Nawiasem mówiąc mój ojciec,  skubany, nieźle pisał. I dużo. 

P/S

Nie mylilam się,  hotel w którym mieszkał, rzeczywiście nazywał się Swietłana. 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Zbigwie 18 listopada 2017 12:54
18 listopada 2017 17:54

A czy ja napisałem, że chodzi o  popa albo o księdza?

Ceremonia weselna to wsztsko co ma związek z uczta weselną, ale nie z ceremonią ślubną.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Zbigwie
18 listopada 2017 18:25

Piękna opowieść

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @Rozalia 18 listopada 2017 17:07
18 listopada 2017 20:40

Hotel Swietłana?

Ja znam hotel Żiemczużina z pięknym basenem i wyofrebnioną "banią", w którym byłem kiedyś i wszyscy się tam dziwili skąd sie w Soczi po tylu latach pojawił Polak. 

Cos mi się wydaje, że hotel Swietłana też tam gdzieś blisko widziałem.

Zaraz poszperam w Internecie i sprawdzę.

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @Zbigwie
18 listopada 2017 20:43

@ALL >

Proponuje zajrzeć i przeczytać mój ostatni komentarz z najnowszymi wiadomościami prosto z Moskwy przy notce "Ultimatum Trumpa wyjsciem z modelu rosyjskiego piekła". 

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @stanislaw-orda 18 listopada 2017 17:54
18 listopada 2017 20:44

No tak.

To musze przyznać Ci rację.

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @Rozalia 18 listopada 2017 17:07
18 listopada 2017 20:50

Już sprawdziłem - Tu jest widoczny hotel Żiemczużina i hotel Swietłana. Dobrze pamietałem - widziałem go, są blisko siebie: 

https://www.google.pl/maps/place/Svetlana+Hotel/@43.570459,39.7317191,819m/data=!3m1!1e3!4m5!3m4!1s0x0:0x1ee498362ea99966!8m2!3d43.5710657!4d39.7357357 

http://otel-svetlana.ru/

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @Rozalia 18 listopada 2017 17:07
18 listopada 2017 21:14

Typowa barachołka to jest w Odessie, czy w Sankt Peterburgu - tam bywałem.

W Soczi było coś w rodzaju barachołki i to nawet w pobliżu hotelu Swietłana. Lecz to była jakaś nietypowa barachołka, a raczej zaliczyłbym to dp targowiska. Kupowałem tam owoce i chyba nawet wino. 

Te barachołki, które znam z Odessy, czy Pitera to masa ludzi sprzedających i kupujących i można kupic = sprzedać wszystko: przysłowiowe szwarc, mydło i powidło! 

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Zbigwie
18 listopada 2017 21:51

Przyjemny tekst. Ja w Gruzji ani razu. Ani w Sankt Petersburgu. Znam tylko miasto, które nie wierzy łzom. Trochę Ukrainę.

Z Wysockim to ja mam takie wspomnienie. Mam lat 6-10, jest późna noc, jestem sam w domu, ale się nie przejmuję. Mam makaron z sosem pomidorowym i Wysockiego, te jego piosenki wojenne, lotnicze, satyryczne i Lukomorie. 6-10 lat, bo tych nocy było z kilkadziesiąt w moim życiu. Moi rodzice byli fanatykami Wysockiego. Mamie przeszło, tacie nie. Mnie raczej przeszło. Reszty można się domyśleć z przyszłych odcinków Żelaznego motyla.

Do tej pory niektóre zwrotki pamiętam słowo w słowo: Ja jak istribitiel', mator moj zwienit, nieba majo abitiel', no tot katoryj wa mnie sidit sczitajet szto on istriebitiel' ... itd. I refren: iz bambardirowszczika bomba niesiot smiert' aeradromu, a każetsa stabilizator pajot miiiiiiir waszemu domu.

Ten pana o bunkrze atomowym po rosyjsku też sympatyczny, typowe polskie poczucie humoru. Na ile znam Rosjan, to oni z siebie nie umieją się śmiać. Wciskano im w końcu bez końca te nadęty pasto przez te ostatnie 300 lat. Nam raczej wciskano kompleksy, dlatego nasi kabareciarze tak lubią przesadzać, jak o tym pisze dzisiaj Coryllus. 

Tylko, co to znaczy Марганец?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Magazynier 18 listopada 2017 21:51
18 listopada 2017 22:11

Марганец to ruda manganu (mangan).

 

zaloguj się by móc komentować

Rozalia @Zbigwie 18 listopada 2017 20:50
18 listopada 2017 23:04

Soczi 12 VIII 74 r.

"Dziennik pokładowy" - (nr. 4)

Kochane Hajduczki!

Przy telefonie czekam właśnie na połączenie z Warszawą. bardzo, ale to bardzo się już za Wami stęskniłem...  

...Od poprzedniego odcinka "Dziennika pokładowego" nic szczególnego się nie zdarzyło w naszej grupie. Jeżeli chodzi o mnie, to nadal czuję się niezbyt dobrze (oczywiście zaraz przez telefon będę mówił, że się czuję znakomicie). Wrócę chyba jak młynarz albo jak personalny. Słońca i wody się  boję, bo i jedno i drugie jest tu zdradliwe. Co chwila ogłaszają komunikat: "Zwałnienije morja - 2 bałła - Kupatsia strogo zapreszczieno". Ale nie wszyscy słuchają tych przestróg. No i właśnie od kilku dni poszukują młodego małżeństwa, które jeszcze jakoś nie wypłynęło. Na turystów czeka tu wiele niebezpieczeństw, a zwłaszcza samochody. Już o nich wspominałem. Dodam tylko, że  zupełnie nie liczą się tu kierowcy z przechodniami. Tu można przechodnia postraszyć, przepędzić, przejechać jak kurę i nikt chyba by nie interweniował...

... Parę słów o nasze "Swietlanie". Jest tu strasznie duszno, ale balkony się zamyka. Jest ponadto bardzo głośno. Telefony są co drugie piętro w hallu, na moim 6 nie ma, dzwonię z 7-go, a tu mieszkają Czesi i ciągle drą się: "Żywiom i żywiom, mnogo let". Cisza nocna obowiązuje od 23 ³0. Teraz jest 21 45, a tu już od dwóch godzin noc - u nas chyba dopiero zachodzi słońce...

Itd,itd ... kontynuje list mój tata czekając na połączenie z Warszawą.

...Minęła już 2 30 a, "razgawora niet".

zaloguj się by móc komentować

Rozalia @Rozalia 18 listopada 2017 23:04
19 listopada 2017 00:40

Nie byłabym córeczką mojego tatusia, gdybym na tym skończyla.

"Dziennik pokładowy" - nr 4, dalsze fragmenty.

"... Ciągle nie ma rozmowy, zaraz zacznie świtać, a Wy pewnie będziecie spać najsmaczniej. Ale, naprawdę, dranie z Was, żeby się tego nie domyśleć, że może dzwonić ktoś z dala, ale bliski.

Teraz w domu " Swietłana " jest już idealna cisza, wszyscy śpią jak susły. Przyjechało trochę "świeżego mięsa", widać po gębach. Zaraz się zerwa, bo pierwszą noc tutaj się nie śpi, tu się " łapie " powietrze. W dzień będą się rozglądać, pić wodę z automatów.

W ogóle z tymi automatami jest zabawna historia. Otóż, któregoś razu, już pod wieczór, chcieliśmy napić się z moim współmieszkancem, piwa z automatu. Wrzucilismy 10 kopiejek, a tu, z tyłu automatu drzwi się otwierają, wychodzi facet i mówi, że już "nie rabotajet ". Okazuje się ponoć, że tam w tej szafie siedzi facet, patrzy przez szybkę i jak ktoś rzuci monetę - nalewa piwo. Wczoraj nalewał tylko po pół szklanki. Mój współlokator " opił "  już wszystkie automaty. A w ogóle jest fajny i nawet podobny do mnie pod względem piegów.

No co jest z Wami -  dlaczego nie podnosicie sluchawki? Przez góry Kaukazu nie dotarła telepatia..."

Itd, itd, jeszcze przez kolejne dwie strony formatu A5

PS. Właśnie kończyłem list, gdy w słuchawce rozległ się głos: "Wy Warszawu zakazali? Da, możet byt'...", o 1 w nocy. A ja już tyle dobrego napisałem o wielkiej technice. Diabli nadali. Będę Was budził, ale trudno. U Was będzie - dopiero 23-cia.

No więc - do usłyszenia.

~~~

Kompletnie nie wiem co on z tymi piegami, jakiś kompleks. Pewnie z dzieciństwa, ja tam żadnych piegów nie pamiętam. A po drugie, mój tato miał skłonności do przesady.

Natomiast telefon od niego był wspaniałą niespodzianką.

 

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Zbigwie
19 listopada 2017 03:05

Drukować nawet kartoflem !

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @Rozalia 19 listopada 2017 00:40
19 listopada 2017 12:00

@ROZALIA >

Gdy byłem w Soczi po raz pierwszy, sporo lat wczesniej od Pani Ojca to nie zatrzymywałem sie w żadnym hotelu. "Stałem" wtedy w "turbazie" pewnej instytucji z Sankt Peterburga, kilkanaście kilometrow od Soczi, tuż przy plaży. Pewnego dnia załadowaliśmy się na jakąs  łajbę, około 20 osób, z czymś w rodzaju namiastki materaca, czy siennika kazdy. I wystartowaliśmy z Soczi na tydzień płynąc wzdłuż wybrzeża po trasie, gdzie się zatrzymywaliśmy: Macesta, Hosta, Gagra, Picunda, Gudauta, Suchumi. Spało sie tam, gdziie sia dało: na łajbie, na molo w porcie, czy tez na nabrzeżu. I potem droga powrotna. Oczywiscie codziiennie było zwiedzanie i kąpiele w morzu prosto z łajby. To wtedy uznałem Suchumi za najpiekniejsze miasto (dopiero wiele lat później za ładniejsze uznałem San Diego w Kalifornii). Z Gagry wypuscilismy sie w góry Kaukazu nad jezioro Rica: https://www.youtube.com/watch?v=y3CN-odRHa4. Piękne to jezioro. 

Tak wygladał mój pierwszy pobyt w Soczi. I powrót do Sankt Peterburga (ówczesnego Leningradu) jest opisany w tej notce.  

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Rozalia 19 listopada 2017 00:40
19 listopada 2017 21:29

Super! Zgadzam się z Markiem  Bielany.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier 18 listopada 2017 21:51
19 listopada 2017 21:31

miało być : ten nadęty patos

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Zbigwie 19 listopada 2017 12:00
19 listopada 2017 22:17

wyglada na to, że  nie czytałeś tego tekstu:

http://dawidowicz.salon24.pl/576670,krymski-lotniskowiec

który zawiesiłem na s24  w marcu 2014 r.

zaloguj się by móc komentować

Rozalia @Magazynier 19 listopada 2017 21:29
19 listopada 2017 22:20

Takie listy uratowałam przed pożarciem przez niszczarkę.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Rozalia 19 listopada 2017 22:20
20 listopada 2017 07:04

I to też trzeba opublikować.

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @stanislaw-orda 19 listopada 2017 22:17
20 listopada 2017 15:37

Czytałem, czytałem.

Nie kwalifikuje sie na Krymie nic do porównania z nadmorskimi miastami Kolchiidy.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować